Piotr Szalsza

ABSTRACT AND KEYWORDS

Tomasz Nidecki in Vienna between 1828 and 1837 in light of the Viennese press The pretext to writing this article was the discovery of a previously unpublished letter written by Johann Nepomuk Hummel in 1828 from Warsaw to an unknown addressee in Vienna regarding Tomasz Nidecki’s departure on a government grant. The letter is held in the Manuscripts Collections Department of the Austrian National Library. This article presents the results of analysis of the Austrian press and many other documents which enable us to reconstruct a detailed chronology of events linked to the life of Tomasz Nidecki, in particular his artistic work in Vienna, lasting for almost ten years. The author focusses primarily on Nidecki’s compositional work, describing, among other things, the circumstances surrounding the writing of a theatrical show featuring his music. There is also an account of Nidecki’s contacts in Vienna with Fryderyk Chopin, who also visited the city in the years 1829–1831.
KEYWORDS
Tomasz Nidecki, Fryderyk Chopin, Johann Gulden, Rudolf Hirsch, Johann Nepomuk Hummel, Vienna, Theater in der Leopoldstadt, Allgemeine Theaterzeitung, Der Sammler, Der Wanderer

ABSTRAKT I SŁOWA KLUCZOWE

Pretekstem dla powstania artykułu było odnalezienie niepublikowanego dotąd listu Johana N. Hummla napisanego w 1828 roku z Warszawy do nieznanego adresata w Wiedniu w sprawie wyjazdu Tomasza Nideckiego na stypendium rządowe. List znajduje się w Dziale Zbiorów Rękopisów Austriackiej Biblioteki Narodowej. Artykuł jest prezentacją wyników analizy prasy wiedeńskiej oraz wielu dokumentów, które pozwalają na szczegółowe odtworzenie chronologii wydarzeń związanych z życiem Tomasza Nideckiego, zwłaszcza trwającą niemal dziesięć lat jego działalnością artystyczną w Wiedniu. Autor skupia się przede wszystkim na aktywności kompozytorskiej Nideckiego, m.in. opisując okoliczności powstawania spektakli z jego muzyką. Przybliża ponadto wiedeńskie kontakty Nideckiego z Fryderykiem Chopinem, który również przebywał w tym mieście w latach 1829–1831.
SŁOWA KLUCZOWE
Tomasz Nidecki, Fryderyk Chopin, Johann Gulden, Rudolf Hirsch, Johann Nepomuk Hummel, Wiedeń, Theater in der Leopoldstadt, Allgemeine Theaterzeitung, Der Sammler, Der Wanderer

© Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

arrow print

W Dziale Zbiorów Rękopisów Austriackiej Biblioteki Narodowej znajduje się nieopublikowany dotąd list następującej treściDo niniejszej publikacji tekst tekst został przyjęty do wydania w trybie double-blind review process.:

„Warszawa, 25 kwietnia 1828
Ukochany Przyjacielu,
Oddawca tego listu to młody Polak o nazwisku Nidecki; jest tutaj uczniem gry na fortepianie, jak i kompozycji, mojego dostojnego przyjaciela – Elsnera i ma ponoć wielki talent. Odwiedzi on Wiedeń z zamiarem dalszego kształcenia się i zdobywania wiedzy u renomowanych osób.
Będę wielce zobowiązany, jeżeli przyjmie Pan życzliwie tego młodego człowieka, bo jest to pierwszy jego krok w stronę świata. Także pan Elsner będzie Panu szczerze wdzięczny, jeżeli Pan wesprze tego młodego człowieka swoimi radami.
Życzę zdrowia prosząc, by pamiętał Pan nadal o swoim szczerym przyjacielu,
J. Hummlu”„Warschau den 25.ten April 1828. / Liebster Freund, / Überreicher dieses ist ein junger Pohle / Namens Nidezky; er ist ein Schüler im / Clavier sowohl wie in der Komposizion / meines würdigen Freundes Elsner hier, und soll viel Talent haben. / Er besucht Wien in der Absicht sich dort / noch weiter auszubilden und den Rath anerkannter Männer zu empfangen. / Sie werden mich recht sehr verbinden / wenn Sie sich des jungen Mannes freundlich / annehmen; umsomehr da dieses sein erster / Austritt in die Welt ist. Auch Herr Elsner /wird es Ihnen recht sehr Dank wissen, wenn / Sie den jungen Mann mit Ihrem Rath bei-/stehen. – Leben Sie wohl, und gedenken Sie ferner / Ihres aufrichtigen Freundes / JHummel”. Rkp. przechowywany w Österreichische Nationalbibliothek. Sammlung von Handschriften und alten Drucken. [sygn.: Autogr. 7/51-3 Han, http://data.onb.ac.at/rec/AC 14116817 [dostęp: 12.04.2019]. [Wszystkie cytaty tekstów niemieckojęzycznych podano w przekładzie własnym autora – przyp. S.Z.]..

Johann Nepomuk Hummel do nieznanego adresata, Warszawa, 24 kwietnia 1828, Österreichische Nationalbibliothek. Sammlung von Handschriften und alten Drucken, sygn.: Autogr. 7/51-3 Han

List ten napisał podczas pobytu w Polsce (kwiecień–maj 1828 roku) wybitny kompozytor i pianista Johann Nepomuk Hummel, którego występy prezentujące warszawskiej publiczności kilka z jego własnych kompozycji stały się wielkim wydarzeniem w życiu muzycznym stolicy. Swój Koncert fortepianowy As-dur op. 113 Hummel prawykonał 25 kwietnia 1828 roku w Teatrze Narodowym. Członkiem orkiestry (skrzypkiem) był wówczas Tomasz Nidecki.

Do opublikowanego powyżej listu, napisanego z inicjatywy prof. Józefa Elsnera, w którego klasie kompozycji Nidecki rok wcześniej ukończył studia, nie jest załączona koperta z nazwiskiem adresata. Zaznaczono to obok sygnatury wiedeńskiej biblioteki, informując, że adresat pozostaje nieznany. Mamy więc do czynienia z tzw. listem polecającym, z którym to Nidecki, w ramach stypendium otrzymanego w 1828 roku od Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego,
udał się jeszcze w tym samym roku do Wiednia.

Lista możliwych odbiorców rekomendacji Hummla jest ogromna, ponieważ grono jego wiedeńskich przyjaciół i znajomych było bardzo liczne. Począwszy od roku 1816, artysta przez wiele lat mieszkał i działał w Wiedniu, zaliczając się do czołowych postaci życia muzycznego miasta. Nie można stwierdzić, jak dalece cytowany list Hummla wpłynął na rozwój działalności artystycznej Nideckiego w Wiedniu, od chwili jego napisania do momentu, w którym jego nazwisko zyskało na znaczeniu, minęło bowiem sporo czasu.

Na temat pierwszych miesięcy pobytu Tomasza Nideckiego w Austrii nie zachowały się żadne dokumenty. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy do naddunajskiej stolicy przybył. W Österreichisches MusiklexikonÖsterreichisches Musiklexikon, red. Rudolf Flotzinger, t. 3, Wiedeń 2004, s. 1614. [Nie znajduje tu więc potwierdzenia przypuszczanie Barbary Chmary-Żaczkiewicz (Nidecki, Tomasz Napoleon, w: Encyklopedia muzyczna PWM, red. Elżbieta Dziębowska, t. n–pa, Kraków 2002, s. 46), że Nidecki studiował w Konserwatorium Wiedeńskim – przyp. S.Z.]. można przeczytać, że w 1829 roku był drugim dyrygentem operowym w Teatrze przy Bramie Karynckiej. Trudno potwierdzić autentyczność tej informacji, ponieważ w tamtym okresie na afiszach zapowiadających spektakle operowe nie praktykowano podawania nazwisk dyrygentów. Nideckiego nie wymienia się także w spisach studentów z lat 1828–1830Por. Die Gesellschaft der Musikfreunde des österreichischen Kaiserstaates und ihr Conservatorium, oprac. Carl Ferdinand Pohl, Wiedeń 1871, https://books.google.pl/books [dostęp: 31.03.2019].. Bliższe prawdy wydają się informacje o tym, że młody Polak udzielał prywatnych lekcji fortepianu oraz śpiewu i podejmował udane próby związane z publikacją własnych kompozycji.

Powyższe przypuszczenie potwierdza pierwsza biografia Nideckiego, napisana i opublikowana w roku 1835 przez Rudolfa Hirscha w wiedeńskim czasopiśmie „Feierstunden für Freunde der Kunst, Wissenschaft und Literatur”Rudolf Hirsch, Lebende Tondichter in ihren Leistungen betrachtet. N.T. von Nidecki…, „Feierstunden für Freunde der Kunst, Wissenschaft und Literatur” 42 (1835), s. 389–390, https://books.google.pl [dostęp: 12.04.2019]., czyli w okresie, w którym Nidecki był już w wiedeńskim świecie muzycznym osobą bardzo znaną i cenioną.

Biorąc pod uwagę czas i miejsce powstania tekstu Hirscha, podanie przez niego istotnych szczegółów dotyczących także dzieciństwa i lat młodości Polaka, których Hirsch nie mógł wcześniej nigdzie przeczytać ani sprawdzić, należy założyć, że otrzymał on informacje z pierwszej ręki, czyli od samego Nideckiego.

A oto fragment życiorysu Tomasza Nideckiego pióra Rudolfa Hirscha, dotyczący losów Polaka od urodzenia do pierwszych dwóch lat jego pobytu w Wiedniu:

Napoleon Tomasz z Nideckich urodził się w Studziannej, w Królestwie Polskim, w roku 1807. Jego ojciec, człowiek muzykalny, polski szlachcic, udzielał sześcioletniemu synowi pierwszych lekcji muzyki. Wkrótce młodemu Nideckiemu pozwolono nawet, aby sam kształcił się w tej dziedzinie. Kiedy chłopiec grał już doskonale na fortepianie, w dwunastym roku życia znalazł się w szkole w Warszawie. Tam zdarzyło się, że generał J.[an] Skrzynecki zwrócił uwagę na talent muzyczny młodego Nideckiego i polecił go hrabiemu Henrykowi Zabielle, szczególnemu protektorowi sztuk pięknych. Ten umożliwił utalentowanemu chłopcu naukę u najprzedniejszych mistrzów Warszawy: Peschkego, Javůrka, WürflaJan Peschke, Josef Jawůrek, Václav Vilém Würfel byli w Warszawie pedagogami, którzy współpracowali z dwójką innych, ważnych nauczycieli Nideckiego: Alojzym Stolpem st. i Józefem Bielawskim. i to do chwili, w której Nidecki, w roku 1822, został uczniem właśnie utworzonego, nowego Konserwatorium Warszawskiego. Tu Nidecki uzyskał wykształcenie. Gdy spod jego młodocianej ręki wiele już utworów na fortepian światło dzienne ujrzało, napisał wiele pieśni, romansów, polonezów, trzy msze, kilka kantat okolicznościowych i jedną operetkę. Po ukończonych studiach, w roku 1828, na koszt rządu Nidecki został wysłany do Wiednia, by stamtąd odbywać podróże do Niemiec i Włoch. W wyniku rewolucjiChodzi o powstanie listopadowe 1830 r., do której doszło, Nidecki stracił otrzymane finansowe wsparcie i w ten sposób pozostał w Wiedniu, gdzie opublikował kilka kompozycji fortepianowych, częściowo wydanych u Pennauera”Wydawnictwo nutowe: A. Pennauer, Wiedeń, Graben nr 1122..

Hirsch konkluduje biografię Nideckiego: „Cenić należy Nideckiego […] jako pianistę, ponieważ wznosi się ponad przeciętność. Jako mistrz w pedagogice zaś, także wokalnej, ma znaczenie”Rudolf Hirsch, Lebende Tondichter…, op. cit., s. 390 – przyp. S.Z..

W rok później czasopismo „Feierstunden” opublikowało obszerniejsze, poświęcone Nideckiemu hasło w opracowanym znów przez Rudolfa Hirscha leksykonie biograficznym zatytułowanym Gallerie Lebender Tondichter.Gallerie Lebender Tondichter. Biographisch-kritischer Beitrag von Rudolf Hirsch, Wiedeń (C. Reichard) 1836, s. 99–102, https://books.google.pl/books [dostęp:12.04.2019]..

Hirsch przedstawia w niej sylwetki kilkudziesięciu znanych kompozytorów tamtych czasów. Niektórym, najwybitniejszym, poświęca wiele stronic (Bellini, Czerny, Diabelli, Donizetti, Lanner, Mendelssohn, Paganini, Rossini, Spohr, Strauss). Krótkiej, zaledwie półtorastronicowej biografii doczekał się w Galerii Hirscha także Fryderyk ChopinIbidem, s. 21–22., który już w pierwszych słowach biogramu „rekomendowany” jest przez autora następująco: „uczeń Warszawskiego Konserwatorium, kolega N.T. Nideckiego, kapelmistrza Teatru w Leopoldstadcie”Ibidem, s. 21..

Na usprawiedliwienie Hirscha dodać należy, że w dalszej części swojego wywodu przyznaje się on do trudności w dostępie do biograficznych danych o Chopinie. Bez względu na powyższe dywagacje i wartość merytoryczną krótkiego i nieścisłego biogramu, wypada stwierdzić, że mamy do czynienia z pierwszą – choć skromną i niepełną – próbą naszkicowania biogramu Chopina na potrzeby leksykonu. W tym wypadku liczyły się raczej dobre chęci autora niż kompetencja. Nie można też wykluczyć, że to właśnie Nidecki zainspirował Hirscha do napisania biogramu swojego słynnego kolegi z Warszawy.

Jak już wspomniano, informacje na temat pierwszych miesięcy pobytu Nideckiego w Wiedniu są bardzo skąpe. O wiele dokładniej opisać można wydarzenia z drugiej połowy 1829 oraz z 1830 roku. Najcenniejszym źródłem stała się w tym względzie korespondencja Fryderyka Chopina, który przebywał w Wiedniu dwukrotnie: po raz pierwszy latem 1829 roku, następnie zaś od 23 listopada 1830 do 20 lipca 1831 roku. Ów pierwszy, rozpoczęty 31 lipca pobyt był bardzo udany, przede wszystkim dzięki dwóm koncertom pozytywnie ocenionym przez tamtejszą publiczność oraz prasę. Chopin spotkał się z serdecznym przyjęciem ze strony Nideckiego, starszego kolegi z okresu warszawskich studiów – także w klasie kompozycji u prof. Elsnera, który obydwu cenił wysoko. Na ich dyplomach ukończenia studiów słynny pedagog wpisał tę samą formułę, mianowicie: „szczególna zdolność”Por. Zdzisław Jachimecki, Sukcesy kompozytora polskiego w wiedeńskim teatrze muzycznym przed stoma laty. Napoleon Tomasz Nidecki (1807–1852), „Kurier Literacko-Naukowy” dod. do „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” 8 (1934), s. 4, http://mbc.malopolska.pl/dlibra/publication[dostęp: 02.04.2019] – przyp. S.Z..

W latach nauki Nidecki i Chopin spotykali się podczas koncertów uczelnianych, jak choćby w roku 1825Por. Warschau, im Semtember, „Allgemeine Musikalische Zeitung”, 46 (1825) szp. 760–764, https://books.google.pl/books [dostęp: 01.04.2019]., kiedy to Nidecki wykonał własne kompozycje fortepianowe (Rondo i Wariacje). W tym okresie pochwalić mógł się już jednoaktową operą do własnego libretta (zapewne ten utwór miał na myśli Hirsch, pisząc o młodzieńczej operetce). Chopin zaś, podczas omawianego tu cyklu koncertów w Konserwatorium, na eolipantalionie skonstruowanym przez znanego polskiego budowniczego instrumentów Józefa Długosza zagrał Allegro z Koncertu fortepianowego F-dur op. 45 Ignaza MoschelesaIbidem, szp. 764. Inne źródła podają jedynie, że Chopin wykonał jedną z części koncertu fortepianowego [g-moll] Moschelesa. Por. np.: Mieczysław Tomaszewski, Chopin. Człowiek, dzieło rezonans, Poznań 1998, s. 29 – przy. S.Z. oraz z powodzeniem improwizował na różne tematy. W powyższym cyklu koncertowym wystąpili także wielki talent pianistyczny, 10-letni tarnowianin Józef Krogulski, przyszły kompozytor Józef Nowakowski, a także związani z wydziałem śpiewu Józef Stefani oraz późniejsza wielka miłość Chopina, wówczas 15-letnia, Konstancja Gładkowska.

W liście z Wiednia do rodziny z 12 sierpnia 1829 roku Chopin napisał:
„Nidecki, wczoraj szczególniej, bardzo wiele okazywał mi przyjaźni; przeglądał, poprawiał orkiestrowe głosy i szczerze się cieszył z oklasków”Korespondencja Fryderyka Chopina, t. 1, 1816–1831 [dalej: KorCh1] red. Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus, Warszawa 2009, s. 275 – przyp. S.Z..

Dzień wcześniej, 11 sierpnia 1829 roku, w Teatrze przy Bramie Karynckiej Chopin wykonał między innymi swoje Wariacje B-dur op. 2 na temat Là ci darem la mano z opery Don Giovanni Mozarta. Do sukcesu mógł przyczynić się Nidecki, o czym świadczą wspomniane przez Chopina poprawki zachowane w partyturze. Na pierwszej karcie rękopisu Wariacji, przechowywanego dzisiaj w Zbiorach Muzycznych Rękopisów Austriackiej Biblioteki Narodowej, przeczytać bowiem można oryginalne adnotacje z podpisem Nideckiego: „Korrektur, / Nidecki / Leopoldstadt, No. 262. / 1 Stock”ÖNB. Mus.Hs. Sygnatura 16789 MUS MAG , http://digital.onb.ac.at [dostęp: 01.04.2019] [Por. także: Norbert Müllemann, Fryderyk Chopin. Wariacje na temat „Là ci darem la mano” op. 2. Komentarz źródłowy, w: Wydanie faksymilowe rękopisu ze zbiorów Österreichische Nationalbibliothek w Wiedniu. AXII/2/a, red. Kamila Stępień-Kutera, Warszawa 2017, s. 10 – przyp. S.Z.]..

Chopin, odwiedzając wiosną 1831 roku Bibliotekę Cesarską w Wiedniu, ujrzał tam przechowywany rękopis własnych Wariacji. Napisał o tym w liście do rodziny z 14 maja, nie wspominając już NideckiegoPor. KorCh 1, s. 490 – przyp. S.Z..

Gdy niespełna dwa lata wcześniej, 18 sierpnia 1829 roku, wystąpił w Wiedniu po raz drugi i zagrał swoje Rondo à la Krakowiak F-dur op. 14, Nidecki znowu okazał się przydatny: zajął się niezbędnymi korekturami partytury i głosów orkiestrowych. Z powodu owych problemów z materiałem orkiestrowym bowiem utwór ten nie został wykonany podczas pierwszego koncertu Chopina (11 sierpnia). We wspomnianym liście z 12 sierpnia 1828 roku pisał on na ten temat do rodziny: „Na próbie orkiestra tak źle akompaniowała, że Rondo przemieniłem na frei fantaisie”Ibidem, s. 274 – przyp. S.Z.. Z Pragi zaś, do której udał się bezpośrednio z Wiednia, wspomniał (22 VIII 1829) między innymi, że Nidecki odprowadzał go do eilwagenuIbidem, s. 284 – przyp. S.Z.. Przyjacielski kontakt obydwu Polaków trwał więc do ostatniej chwili pierwszego pobytu Chopina w Austrii.

Do kolejnego spotkania doszło w roku 1830, kiedy to Chopin przyjechał do Wiednia po raz drugi. Kontakty między nim a Nideckim zacieśniły się wówczas jeszcze bardziej. Popularna gazeta wiedeńska „Allgemeine Theaterzeitung und Originalblatt für Kunst, Literatur, Musik, Mode und geselliges Leben” z 12 października 1830 napisała:

„Z Warszawy donoszą: p. Chopin […] w celu poszerzenia zakresu swoich studiów rozpocznie wkrótce podróż zagraniczną”Buntes aus der musikalischen Welt, „Allgemeine Theaterzeitung und Originalblatt für Kunst, Literatur, Musik, Mode und geselliges Leben” nr 122 z 12 października 1830, s. 500, https://books.google.pl/books [dostęp: 16.04.2019] – przyp. S.Z.. I rzeczywiście, w towarzystwie swojego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego kompozytor przybył do Wiednia (z Pragi) 21 listopada 1830 roku. Nie ulega wątpliwości, że kontakt z Nideckim nawiązany został wkrótce po przyjeździe. W pierwszym, napisanym już z Wiednia, liście do rodziny (1 XII 1830) Chopin informował: „Nidecki jeszcze całą zimę myśli tu zabawić”KorCh 1, s. 446 – przyp. S.Z..

Powodem decyzji Nideckiego były rozmowy, które prowadził on z właścicielem Teatru w Leopoldstadcie – Rudolfem SteinkelleremRudolf Steinkeller urodził się w Krakowie w roku 1805. Był synem działających w Polsce niemieckich przemysłowców, znał dobrze język polski. W roku 1827 został właścicielem Teatru w Leopoldstadcie (Leopoldstadt Theater). Do roku 1830 kierownikiem artystycznym tej placówki był wybitny dramatopisarz austriacki Ferdinand Raimund, którego słynne śpiewogry: Der Verschwender (Utracjusz), Der Alpenkönig und der Menschenfeind (Gwiazdon, król Tatrów i Odludek), Der Diamant des Geisterkönigs (Diament Króla Duchów), wystawiano tu już od 1826 roku, co zapewniało bardzo dobrą frekwencję i pozytywnie wpływało na kondycję finansową teatru Steinkellera.. Po wygaśnięciu polskiego stypendium zaistniała więc realna szansa dalszego utrzymania się w Wiedniu. Pierwsze zadanie Nideckiego polegać miało na skomponowaniu wkładek muzycznych do planowanej w leopoldstadskim teatrze, prapremiery nowej parodii-śpiewogry Carla von Meisla pt.: Die Kathi von HollabrunnŚpiewogra Meisla była parodią znanej sztuki Henryka von Kleista pt. Kasia z Heilbronnu czyli próba ognia (1810)..

W innym miejscu cytowanego powyżej listu z 1 grudnia 1830 roku Chopin napisał: „Wczoraj prezentowałem Graffowi Nideckiego”KorCh 1, s. 446 – przyp. S.Z.. Graff, właściciel firmy produkującej fortepiany wysoko cenił Chopina. Na jego instrumencie Chopin grał już podczas pierwszej wizyty w Wiedniu w 1829 roku. Taki też instrument dostarczono kompozytorowi na czas jego drugiego pobytu do mieszkania przy ul. KohlmarktPor. ibidem, s. 444 – przyp. S.Z.. Także Nidecki ćwiczył na nim później Koncert Chopina.

Interesujące w tym kontekście wydają się słowa kolegi pochodzące z dwóch listów: do rodziny (22 grudnia 1830):
„Nidecki bywa u mnie co rano i gra. Jak napiszę koncert na 2 fortepiany, to zagramy razem publicznie”Ibidem, s. 454 – przyp. S.Z. oraz do Jana Matuszyńskiego (26 grudnia 1830): „[…] Nidecki mojego koncertu się uczył”Ibidem, s. 465 – przyp. S.Z..

Tomasz mieszkał w tym czasie dosłownie „za rogiem” Kohlmarktu, w samym centrum, czyli przy ul. Graben 22Por. Michael Lorenz, A Godson of Frédéric Chopin, http://michaelorenz.blogspot.com/2015/09/a-godson-of-frederic-chopin.html [dostęp: 20.05.2019].. Plany wspólnych występów, a dzięki temu ewentualna możliwość zaprezentowania się Nideckiego jako pianisty koncertującego, wyjaśniają okoliczność przedstawienia go Conradowi Graffowi. Była to ze strony Chopina koleżeńska przysługa. Przyszłość pokaże, że Chopin trzeciego koncertu fortepianowego nie napisze, a Nidecki nie zostanie solistą. Niemniej podane powyżej cytaty świadczą o wspólnocie celów, koleżeńskiej bliskości i częstotliwości kontaktów.
Należy także wspomnieć, że w pierwszych dniach grudnia 1830 roku zarówno Chopin, jak i Nidecki dowiedzieli się o wybuchu powstania zbrojnego w Warszawie (powstanie listopadowe). Wydarzenie to wpłynęło na ich dalsze losy. Przyjaciel Chopina, Tytus Woyciechowski, jak podała „Wiener Zeitung”Nr 282, s. 1404, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 16.04.2019] – przyp. S.Z. w numerze z 10 grudnia 1830, już trzy dni wcześniej wyjechał do walczącej Warszawy – co bardzo zmartwiło Fryderyka. Do Jana Matuszyńskiego, będąc w stanie przygnębienia, napisał (26 grudnia 1830): „Przeklinam chwilę wyjazdu, – i przyznaj, znając moje stosunki, że po odjeździe Tytusa za wiele razem na głowę mi spadło”KorCh 1, s. 461 – przyp. S.Z..

Chopin robił sobie wymówki, że nie wrócił z Woyciechowskim. Ale na szczęście rozsądni ludzie przekonali go, że na niewiele by się to zdało. Także Nidecki nie miał w tym względzie wątpliwości, biorąc pod uwagę możliwości, jakie początkującemu muzykowi i kompozytorowi oferował Wiedeń.

W tym samym liście Chopin informuje o tym, co wydarzyło się onegdaj, pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia: „Nazajutrz obudzono mnie […]. Wstałem, zagrałem sobie smutno – przyszedł do mnie Nidecki, Leidenfrost, SteinkellerMożna w tym miejscu zadać pytanie, który z braci Steinkellerów odwiedził Chopina. Starszy z nich, Piotr Antoni junior, był warszawskim bankierem i przemysłowcem [por. Piotr Kołodziejczyk, Piotr Steinkeller – kupiec i przemysłowiec 1799–1854, Warszawa 1963, a także KorCh 1, s. 395, przyp. 23, oraz s. 468, przyp. 22 – przyp. S.Z.]. Chopin mógł znać obydwu braci z Warszawy. O tym, że Piotr w grudniu 1830 roku przebywał w Wiedniu, świadczy zamieszczona w „Wiener Zeitung” (nr 282 z 1830, s. 1404, op. cit.) informacja o jego przybyciu do miasta 7 grudnia 1830. Na tej samej stronie widnieje notabene wspomniana notatka o wyjeździe Tytusa Woyciechowskiego. […]”KorCh 1, s. 462 – przyp. S.Z..

W nowy, 1830 rok Nidecki i Chopin wkraczali wielce zatroskani sytuacją polityczną w PolsceOd około 10 grudnia 1831 prasa wiedeńska codziennie, w coraz to obszerniejszych sprawozdaniach, szczegółowo opisywała wydarzenia związane z powstaniem listopadowym., żywiąc zarazem pewne nadzieje na realizację swych planów artystycznych. Chopin bardzo pragnął rozwinąć działalność koncertową, przed Nideckim zaś otworzyła się owa – dana mu przez Rudolfa Steinkellera – realna szansa zaistnienia w życiu teatralnym Wiednia jako kompozytora. Bardzo interesujące wyobrażenie o sytuacji Nideckiego na początku 1831 roku daje ten oto fragment listu Chopina do Józefa Elsnera (26 stycznia 1831):

Haslinger […] tylko S t r a u s a drukuje. Tak jak dziś każda katarynka umie grać Strausa, może za parę miesięcy Nideckiego grać będzie; tylko w innym sensie. Byłem z nim wczoraj u Steinkellera, który mu dał operę do pisania. – Wiele na nią rachuje: w niej SzusterWłaśc. Ignaz Schuster (1770–1835) – popularny aktor, kompozytor i śpiewak od 1801 roku związany z Leopoltstadt Theater., ów sławny komik, wystąpi, a Nidecki może sobie imię zrobić. Mam nadzieję, że to Pana ucieszy. Odebrał on reskrypt od Komisji, ale pieniędzy, nie. – Co mi Pan piszesz o 2-gim moim koncercie, którego Nidecki się uczył, było to z własnej jego woli. Wiedząc, iż przed odjazdem z Wiednia musiałby się dać poznać publicznie, miał dać koncert – a nie mając własnego, tylko ładne wariacje, prosił o mój manuskrypt, czemu wszystkiemu już się zapobiegło, i nie jako wirtuoz, ale jako kompozytor wystąpi. – Zapewne sam Panu o tym doniesie. […] Będzie Pan miał z nas pociechę […]KorCh 1, s. 485 – przyp. S.Z..

List Chopina potwierdza informacje z cytowanej już wcześniej biografii Hirscha na temat sytuacji prawno-finansowej Nideckiego po wybuchu powstania listopadowego. W kwestii zamówienia kompozycji teatralnej należy się sprostowanie: nie chodziło tu o operę, ale o śpiewogrę, czyli wspomnianą już Kathi von Hollabrunn. Pisząc zaś o „ładnych wariacjach”, Chopin miał na myśli Variations brillantes D-dur op. 6 Nideckiego, które w tym okresie, obok innych jego utworów (pieśń Das Grab do słów Johanna G. von Salisa-SeewisaWedług Rudolfa Hirscha: „Wystarczy wziąć do ręki jedną z jego [Nideckiego] pieśni: Grób […] a już kilka pierwszych linijek przemawia za nim” [Gallerie Lebender Tondichter, op. cit., s. 102 – przyp. S.Z.]. oraz 6 valses et Coda na fortepian solo), wydane zostały już u Pennauera, o czym informowały katalogi wydawnicze z roku 1830Por. np: Bibliographie von Deutschland, oder wöchentliches vollständiges Verzeichniß aller in Deutschland herauskommenden neuen Bücher, Musikalien und Kunstsachen, Lipsk 1830, s. 51, https://books.google.pl/books [dostęp: 18.04.2019] – przyp. S.Z..

Słowa Chopina: „[…] a Nidecki może sobie imię zrobić” okazały się prorocze. W roku 1831 rzeczywiście doszło do realizacji pierwszego spektaklu z muzyką Tomasza Nideckiego. Aczkolwiek jeszcze w styczniu nie wszystko musiało się wydawać całkiem pewne. Na łamach wiedeńskiej „Allgemeine Theaterzeitung” ukazała się bowiem informacja: „W Teatrze Leopoldstadskim oczekuje się nowej parodii Meisla Kathie von Hollabrunn […] – Godne uwagi wydaje się to, że muzykę pisze słynny p. Strauss”„Allgemeine Theaterzeitung und Originalblatt für Kunst, Literatur und geselliges Leben” nr 8 z 18 stycznia 1831, s. 32, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 18.04.2019].. Kolejna wiadomość na temat udziału Johanna Straussa w projekcie pojawiła się w tejże gazecie w dniu 29 stycznia 1831 roku: „[…] Według wiarygodnych informacji p. Strauss nie jest jeszcze w pełni zdecydowany. Niezależnie od tego nie możemy powściągnąć pragnienia, żeby pan Strauss zdecydował się na skomponowanie komicznej śpiewogry o charakterze ludowym. Z pewnością stworzy coś ambitnego”Nr 13, s. 52, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 19.04.2019]..

Niewątpliwie zapanowało zamieszanie, którego szczegółów nie sposób dzisiaj wyjaśnić. Za owymi perturbacjami personalnymi i finansowymi kryła się pewna intryga. W teatrze bowiem panował chaos organizacyjny, o którym za chwilę będzie mowa. Rudolf Steinkeller, który najprawdopodobniej dla ratowania swego przedsięwzięcia przed bankructwem postanowił wykorzystać magnetyczną siłę nazwiska Straussa, sugerując, że będzie on twórcą muzyki do spektaklu, opuścił pośpiesznie Wiedeń. Sytuację wyjaśniła zaś ostatecznie dopiero kolejna notatka z „Allgemeine Theaterzeitung”: „Muzykę do Kathie von Hollabrunn Meisla napisze wychowanek Warszawskiego Konserwatorium p. Nedetzky [sic!]. Niektóre napisane przez niego utwory według opinii kompetentnych znawców są ponoć bardzo udane”Nr 23 z 22 lutego 1831, s. 92, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 19.04.2019]..

Informacja ta, w której słowiańskie nazwisko kompozytora obce było jeszcze redakcji gazety, ukazała się około dwudziestu dni przed spektaklem prapremierowym! W niecały miesiąc później gazeta doniosła: „11-go tego miesiąca w Teatrze Leopoldstadskim pokazana została z powodzeniem parodia pana Meisla Kathie von Hollabrunn. Muzyka p. N.T. Nidriky uwidacznia talent tegoż w sposób niezaprzeczalny. […] Recenzent tego teatru już wkrótce przedstawi czytelnikom szczegółową krytykę całości”Nr 34 z 19 marca 1831, s. 136, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 19.04.2019]..

Tak się też stało. 22 marca Georg Arnold napisał na tych samych łamach: „Muzyka, którą napisał p. Nidecki, młody człowiek uzasadniający pokładane w nim na podstawie kompozycji ludycznychOtwarty na przedmieściu Wiednia (20 października 1781) przez Karla von Marinellego Teatr w Leopoldstadcie od początków swojego istnienia miał charakter wodewilowego. Śpiewogry, „czarodziejskie” komedie ludowe, farsy, krotochwile, burleski, baśnie muzyczne były gatunkami chętnie oglądanymi przez wiedeńczyków. nadzieje, zawiera fragmenty bogate w melodie. Uwertura wydała nam się zbyt poważna jak na parodię, lecz jest oryginalna”Georg Arnold, K.K. pr. Theater in der Leopoldstadt, „Allgemeine Theaterzeitung” nr 35 z 22 marca 1831, s. 140, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 19.04.2019]..

Niewątpliwie Nidecki potraktował uwerturę ambicjonalnie. Pragnął zadbać o artystyczny poziom utworu rozpoczynającego spektakl. Nie przeliczył się w swoich przewidywaniach, ponieważ w trakcie każdego wieczoru uwerturę bisowano. Tak będzie często przy okazji jego kolejnych, leopoldstadskich premier. W cytowanym już fragmencie listu do prof. Elsnera (26 stycznia 1831) Chopin, który widocznie docenił artystyczną wartość uwertury do Kathie von Hollabrunn, napisał też, że postara się, by zagrano ją w ramach jego najbliższego koncertuPor. KorCh 1, s. 485 – przyp. S.Z.. Wtedy Fryderyk liczył jeszcze na to, że już niebawem wystąpi w Wiedniu jako pianista. Dzisiaj wiadomo, że wystąpił, ale tylko jeden raz, i to dopiero w czerwcu 1831, w ramach koncertu benefisowego na cześć tancerza Dominika Mattisa. Nie otrzymawszy honorarium, zagrał wówczas swój Koncert fortepianowy e-moll.

Tymczasem Nidecki rzeczywiście zaistniał w wiedeńskim życiu muzycznym. Wyprowadził się ponadto z przedmieścia, bo stać go było na mieszkanie w centrum.  A oto końcowy fragment recenzji Georga Arnolda: „Jedna z pieśni w trzecim akcie jest szczególnie piękna i ujmująca. […] Po spektaklu na scenę wywołano autora, […] panią Rohbeck, pana Ign. Schustra oraz pana FermieraWykonawcy głównych ról – przyp. S.Z.. Pana Nideckiego zaś, który na ten zaszczyt także sobie zasłużył, nie wywołano, co nas, w rzeczy samej, zdziwiło”Georg Arnold, K.K. pr. Theater in der Leopoldstadt, op. cit., s. 140–141 – przyp. S.Z..

Wiedeńska gazeta „Der Wanderer”Nr 73 z 14 marca 1831, s. 4, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 21.04.2019]. odnotowała tylko datę premiery, ale doceniła Nideckiego: „Muzyka została opracowana całkiem ładnie”. Miażdżącą recenzję całego przedsięwzięcia zamieściła natomiast „Wiener Zeitschrift für Kunst, Literatur, Theater und Mode”Nr 34 z 19 marca 1831, s. 271–272, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 21.04.2019]., nie oszczędzając także Nideckiego: „Muzyka jest tak samo bez znaczenia, jak i strona poetycka”[Ibidem, s. 272 – przyp. S.Z.] Analiza wielu recenzji spektakli Teatru w Leopoldstadcie, publikowanych w czasopiśmie „Wiener Zeitschrift für Kunst”, pozwala skonstatować, że periodyk kolejne premiery tej sceny oceniał na ogół negatywnie, a czasami nawet z pewną dozą złośliwości, pogardy i lekceważenia.. Z kolei przychylnie odniósł się do przedstawienia recenzent czasopisma „Der Sammler” o pseudonimie „The Veritable” [b.d.]: „P. Nidecki – ów bardzo młody człowiek i wychowanek Konserwatorium Warszawskiego, napisał muzykę, która upoważnia nas do wyrażenia pozytywnych opinii i nadziei na przyszłość. O ile się nie mylimy, jego geniusz zdaje się skłaniać bardziej w stronę powagi; być może jednak niezwyczajna dziedzina, w której działał, odcisnęła dziś na nim swoje piętno. W każdym razie pochwalić musimy jego pracowitość i oryginalność, widoczne już w uwerturze i dochodzące do głosu – w większym lub mniejszym stopniu – w każdym kolejnym numerze. Chóry […] są niezwykle udane, także poszczególne arietty oraz nadzwyczajny tercet w drugim akcie, jak również pieśń śpiewana przez panią Rohrbeck w trzecim akcie. Jeżeli p. Nidecki będzie kontynuował to, co zaczął, i uchroni się przed obniżeniem lotów, którego stałymi towarzyszami są beztroska i grafomania, wówczas wnet zajmie znaczące miejsce wśród tutejszych kompozytorów”„Der Sammler” nr 35 z 22 marca 1831, s. 140, https://archive.org [dostęp: 21.04.2019]..

Lektura powyżej cytowanych recenzji pozwala skonstatować, że Nidecki mógł odczuwać satysfakcję ze swego wiedeńskiego debiutu. Nie wiadomo jednak, jak ocenił tę premierę Chopin. Czy w niej uczestniczył? Choćby z przyczyn koleżeńskich powinien był znaleźć się na leopoldstackiej widowni. W zachowanych kolejnych wiedeńskich listach do Polski z roku 1831 brak informacji na ten temat. Nazwisko Nideckiego nie pojawi się już w nich ani razu. W tym miejscu można sobie wyjątkowo pozwolić na postawienie pewnej hipotezy. Wydarzenia mogły bowiem potoczyć się dwojako: 1. Chopin był na premierze i spektakl mu się nie spodobał, i to do tego stopnia, że po 11 marca jego kontakty z Nideckim ustały; 2. znając materiał muzyczny całej śpiewogry, bo mu ją Nidecki wcześniej prezentował, rzeczywiście nie udał się do teatru. Stąd – być może – milczenie na temat spektaklu i samego Nideckiego. Chodzi jednak o to, że po dacie premiery Chopin nie prowadził w Wiedniu życia „odludka”. Spotykał wiele osób ze świata muzycznego, uczestniczył w życiu towarzyskim. W jego korespondencji roi się od nazwisk, ale Nideckiego nie wymienia. Nie dowiemy się, jak było naprawdę. Warto jednak przytoczyć fragment listu Chopina napisanego do prof. Elsnera już z Paryża: „Aby być kompozytorem wielkim trzeba ogromnego doświadczenia, które jak mię Pan uczyłeś, nabywa się nie tylko słyszeniem obcych – ale więcej jeszcze słyszeniem prac własnych. Kilkunastu zdatnej młodzieży, uczniów Konserwatorium Paryskiego, z założonymi rękami czekają przedstawienia oper, symfonii, kantat swoich, które tylko Cherubini i Le Sueur na papierze widzieli (nie mówię ja tu o małych teatrzykach, do których także trudno się dochrapać, a dochrapawszy się np. jak Tomasz na Leopoldstadt, mimo czasem wielkich zalet, żadnego znaczenia artystycznego się nie nabywa)”List z 14 grudnia 1831, w: Korespondencja Fryderyka Chopina, t. 2, cz. 1: 1831–1839 [dalej: KorCh 2/1] red. Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus, Warszawa 2017, s. 116 – przyp. S.Z..

Do postawienia hipotezy o zerwanych w Wiedniu kontaktach Chopina i Nideckiego ośmiela krótka wymiana listów na przełomie lat 1842 i 1843. Pisząc dwukrotnie do mieszkającego już wtedy w Warszawie kolegi, Chopin ponawia prośbę: „Kochaj mnie po staremu, jak w Wiedniu na Leopoldstadzie”Listy z 30 września 1942 oraz z 25 stycznia 1843 w: Korespondencja Fryderyka Chopina, t. 2 [dalej: KCh 2], red. Bronisław Edward Sydow, Warszawa 1955, s. 75 i 78 – przyp. S.Z.. W słowach tych pobrzmiewa – jak się wydaje – pragnienie lub zamiar naprawienia czegoś, odbudowania dawnej relacji, przywołania atmosfery owych dobrych wspólnych czasów z wiedeńskiego lata 1829. Leopoldstadt był przecież dla obu swego rodzaju symbolem przeszłości, młodości. Podczas drugiego ze swych pobytów w Wiedniu Fryderyk mieszkał w hotelu Zum Goldenen Lamm, nieopodal Prateru, Tomasz zaś w leopoldstackim domu pod numerem 262.

Po udanym debiucie w marcu 1831 Nidecki znalazł swe miejsce w życiu muzycznym Wiednia, a kolejna jego premiera odbyła się w sierpniu, 11 dni po wyjeździe Chopina z Austrii. Czy Fryderyk wiedział o nowym projekcie Nideckiego? W jego korespondencji nie ma na ten temat żadnej wzmianki. Wiadomo natomiast, że w czasie, kiedy Nidecki pracował już nad tym projektem, Chopin stanął wobec braku nowych perspektyw koncertowych. Planowany na kwiecień występ nie doszedł do skutku. Kompozytor rozważał wyjazd, zwiedzał miasto. Mimo niepowodzeń spotykał się, jak wspomniano, z wieloma osobami – lecz nie z Nideckim.

W marcu 1831 roku kierownictwo Teatru w Leopoldstadcie na kolejnych sześć lat przejął Franz von Marinelli, syn Karla, pierwszego właściciela placówki. Jak do tego doszło? Rozstanie Ferdinanda Raimunda i Rudolfa Steinkellera w roku 1830 odbyło się w nieprzyjemnej atmosferze, co odbiło się na kondycji teatru. Na początku roku 1831 Rudolf Steinkeller znalazł się w sytuacji krytycznej. Atakowany ze wszystkich stron za swe decyzje organizacyjno-finansowe i zadłużenie teatru, w styczniu 1831 roku – jak później napisano – „[…] w popłochu opuścił Austrię”. Na krótko przekazał wówczas prowadzenie instytucji swojemu bratu, Piotrowi. W marcowej premierze Kathi von Hollabrunn nie mógł więc uczestniczyćPor. Otto G. Schindler, Theater in der Leopoldstadt, https://www.musiklexikon.ac.at/ml/musik [dostęp: 21.05.2019].. Powrócił do Polski i rozpoczął działalność przemysłowca. Piotr natomiast kontaktów z Wiedniem nie zerwał. Można więc założyć, że to on w lipcu 1831 roku wspomógł Chopina finansowo w związku z jego wyjazdem z Austrii. O tym, że pożyczka miała miejsce, 21-letni Fryderyk informował rodzinę w liście z 20 lipca 1831 rokuList ten znany jest jedynie z opisu Maurycego Karasowskiego (Fryderyk Chopin: życie, listy dzieła, Warszawa 1882, t. 1, s. 259, https://fbc. pionier.net.pl [dostęp: 22.04.2019]). Por. także: KorCh 1, s. 515 – przyp. S.Z..

Wraz z nastaniem Marinellego – który sam był kompozytorem i w kolejnych latach dla potrzeb swego teatru opracował muzycznie niejeden spektakl – rozpoczął się okres kilkuletniej, owocnej współpracy Nideckiego z Teatrem w Leopoldstadcie. Sukces Kathi był nowemu dyrektorowi bardzo potrzebny, a do przychylnych opinii prasy i powodzenia przedstawienia z pewnością przyczyniła się muzyka. Wkrótce więc po premierze kompozytor otrzymał nową propozycję. Trzyaktowa farsa ze śpiewami, zatytułowana Schneider, Schlosser und TischnerW Polsce sztuka ta mylona jest z napisaną w roku 1833 przez Johanna Nestroya komedią pt. Lumpacivagabudus, znaną pod tytułem Trójka hultajska. [Por. Zdzisław Jachimecki, Sukcesy kompozytora polskiego…, op. cit., s. 4 – przyp. S.Z.]., napisana została na kanwie opowiadania Carla Weisfloga i wystawiona po raz pierwszy 30 lipca 1831 roku. W opinii cytowanego już recenzenta czasopisma „Der Sammler” – „The Veritable” – Nidecki znowu odniósł sukces: „Zaiste z ogromnym zadowoleniem mogliśmy na stronach tego pisma w całej pełni potwierdzić pogląd wyrażony już przy innej okazji na temat nadzwyczaj utalentowanego kompozytora, p. Nideckiego. Uwertura, pełna siły i ognia, zawierająca wiele najsłodszych i najprzyjemniejszych dla ucha melodii, niezmiernie efektownie i perfekcyjnie zinstrumentowana, na życzenie publiczności musiała być powtórzona. Lecz także każda z licznych kompozycji wokalnych, każdy z niezwykle udanych i oryginalnych chórów oraz marszów wygłaszały pochwałę silnego, pełnego fantazji twórcy, któremu możemy przepowiedzieć zdobycie palmy pierwszeństwa w dziedzinie romantycznej muzyki poważnej […]. Droga, którą kroczą dziś młodzi kompozytorzy, jest trudna. Uznaniu solidnego wysiłku rzadko kiedy towarzyszą rzeczywiste zasługi, nigdy to wszakże nie powinno zniechęcać geniusza, który zawsze, prędzej czy później, będzie musiał znaleźć swoich wielbicieli. Tych p. Nidecki już teraz zjednał sobie w wielkiej ilości […]. Uderzające było, co nam się nawet wydało nagannym, że twórca sam, wbrew temu, co zapowiadano, nie dyrygował swoim dziełem”Schauspiele, „Der Sammler” nr 96 z 11 sierpnia 1831, s. 384, https://digipress.digitale-sammlungen.de [dostęp: 21.04.2019]..

Recenzentowi „Wiener Zeitschrift für Kunst, Literatur, Theater und Mode” nie spodobało się właśnie powtórzenie uwertury. Negatywnie ocenił także samą sztukę oraz inscenizację. Pochwalił niektórych wykonawców i pracę Nideckiego, który „[…] dał się już poznać jako utalentowany twórca wielu dzieł, co potwierdził także dzisiaj […]. Trudno zaprzeczyć, że jedynie aprobata, z jaką spotkała się muzyka, uchroniła sztukę przed całkowitym fiaskiem”„Wiener Zeitschrift für Kunst, Literatur, Theater und Mode” nr 98 z 16 sierpnia 1831 r., s. 788, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 03.04.2019] – przyp. S.Z..

Należy jeszcze odnotować opinię recenzenta lipskiej „Allgemeine Musikalische Zeitung”: „Muzyką p. Nideckiego zachwycano się jak arcydziełem di prima sorte […]. Dlaczego? Autor jest Polakiem; stąd żywe zainteresowanie […]”„Allgemeine Musikalische Zeitung” nr 48 z 30 listopada 1831 r. s. 794, https://books. google.pl/books [dostęp: 03.04.2019]. Por. także: Zdzisław Jachimecki, Sukcesy kompozytora polskiego…, op. cit., s. 5 – przyp. S.Z.. Ten ostatni, ironiczny argument krytyka wiąże się ze sprawą sytuacji politycznej w Polsce po upadku powstania listopadowego. W życiu Nideckiego po tłustym roku 1831 nadszedł chudy 1832. A zaczęło się wszystko bardzo obiecująco. Wkrótce po Nowym Roku w „Allgemeine Theaterzeitung” napisano: „Błyskotliwy i utalentowany młody kompozytor Nidecki, wychowanek Konserwatorium Warszawskiego, który zwrócił już na siebie uwagę znawców dzięki napisanym dla Teatru Leopoldstadskiego wstawkom muzycznym, popróbował też swoich sił jako kompozytor pieśni, i to – jak pokazuje pierwszy, opublikowany w wydawnictwie Pennauer utwór – z powodzeniem, mimo że nieśmiertelny SchubertSchubert także opracował tekst wiersza
Salisa-Seewisa Grab w kilku wariantach obsadowych. tak bardzo utrudnił wszystkim swoim następcom możliwość wyróżnienia się w tej dziedzinie”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 4 z 5 stycznia 1832, s. 15, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 24.04.2019]..

W kolejnych miesiącach na łamach różnych gazet nazwisko Nideckiego pojawiało się kilkakrotnie obok nazwisk autorów, którzy wówczas często pisali sztuki dla Teatru w Leopoldstadcie. Padały nawet tytuły planowanych spektakli, nad którymi pracowali właśnie znani dramaturdzy – Gleich i GuldenTeatr w Leopoldstadcie dysponował prawdziwą „armią” znanych kompozytorów i autorów. Wystarczy wspomnieć, że od chwili objęcia przez Franza Marinellego dyrekcji teatru (1831) do stycznia 1833 roku wystawiono tam 49 sztuk! Do grona jego współpracowników należeli m.in. Josef Alois Gleich i Johann Nepomuk Gulden, który notabene pisał sztuki, sprawując jednocześnie funkcję ekspedytora w naczelnym dowództwie cesarsko-królewskiej armii i z którym już wnet połączy Nideckiego bardzo owocna współpraca.. W lipcu redakcja dziennika „Der Wanderer”, okazując swego rodzaju zniecierpliwienie, doszła do wniosku, że „[…] notatce podanej przez «Theaterzeitung »W nr 137 z 10 lipca 1832, s. 548, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 24.04.2019] – przyp. S.Z., iż p. Nidecki pisze muzykę do sztuki Gleicha, «Kurier»Mowa o własnych łamach, jako że notatka ta ukazała się w rubryce zatytułowanej Kurier der Theater und Spectatel – przyp. S.Z. czuje się w obowiązku zaprzeczyć. I choć byłoby pożądane, aby p. Nidecki otrzymał możliwość przypomnienia nam o swoim talencie, to – tym razem – tak się nie stanie”„Der Wanderer” nr 195 z 13 lipca 1832, s. 4, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 24.04.2019]..

W listopadzie „Allgemeine Theaterzeitung” napisała: „W Teatrze w Leopoldstadcie znów oczekuje się nowej sztuki Guldena pt. Der Zauberkranz, oder: Die Zeit bringt Rosen z muzyką Nideckiego”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 224, 8 listopada 1832, s. 896, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 24.04.2019].. Miejsce polskiego kompozytora zajął wtedy Andreas Scutta, także śpiewak, członek trupy Marinellego.

Cztery miesiące wcześniej w dzienniku „Der Wanderer” można było przeczytać: „Pan W.A. [sic!] Nidecki, młody utalentowany kompozytor, został członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki i w okresie jesiennym oraz zimowym zorganizuje w sali Towarzystwa Muzycznego kilka koncertów”„Der Wanderer” nr 239 z 26 sierpnia 1832, s. 3, http://anno.onb.ac.at/ [dostęp: 24.04.2019].. W archiwach brak wprawdzie wzmianek na temat takich występów, ale już samo indywidualne potraktowanie osoby Nideckiego przez gazetę świadczy o jego umacniającej się pozycji w środowisku muzycznym miasta.

Zbliżał się rok 1833. I choć kompozytor przez kilka długich miesięcy musiał cierpliwie czekać na kolejną szansę, to z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że był to dla młodego Polaka rok przełomowy. Do kolejnej premiery z jego udziałem doszło jesienią na trzeciej scenie Wiednia, czyli w teatrze, który rezydował w dzielnicy przedmiejskiej – JosefstadtZałożony w roku 1788 teatr (Theater in der Josefstadt) działa w Wiedniu do dziś.. Miały tu miejsce inscenizacje sztuk Friedricha Schillera i prawykonania utworów Beethovena. Od lat dwudziestych XIX stulecia wystawiano też ambitny repertuar operowy (Meyerbeer, Donizetti, Bellini). Dzięki temu Teatr w Josefstadcie stał się nawet konkurencją dla Opery Dworskiej. Jego kierownikiem muzycznym od roku 1833 był nie kto inny, tylko dyrygent i kompozytor, a także wybitny znawca teatru operowego – Konrad Kreutzer. I właśnie tutaj 9 października 1833 roku miała miejsce premiera sztuki Calderona Dziewczyna Gomeza Ariasa w adaptacji scenicznej Andreasa Schumachera. Autorem muzyki był Tomasz Nidecki.

Ze swojego wyboru Kreutzer mógł być zadowolony! „Allgemeiner Musikalischer Anzeiger” napisał: „Do nowej sztuki, Dziewczyna Gomeza Ariasa, akompaniament muzyczny napisał niejaki p. Nidecki. Zyskała ona uznanie. Odnosi się wrażenie, że Nidecki wie, co oznacza iść z duchem czasu”„Allgemeiner Musikalischer Anzeiger” nr 43 z 24 października 1833, s. 172, https://archive.org/details/ [dostęp: 24.04.2019].. Najobszerniejszą recenzję, zapewne ku uciesze kompozytora, zamieścił wiedeński „Der Sammler”: „Muzyka Nideckiego jest solidna, mocna, ognista i melodyjna. […] Pierwszy kwartet wokalny jako serenada jest bardzo udany i efektowny, a śpiewak, który prowadził pierwszy głos, potraktował go tyleż delikatnie, co z wyczuciem. W następującym po nim fragmencie chóralnym został z powodzeniem przeprowadzony niebywale pikantny zamysł połączenia go z tańcem w stylu bolera, a słodka piosenka, także oryginalna, wzmocniła pozytywne wrażenie. Podobnie jak solo na skrzypce w Es-dur, z towarzyszeniem harfy i waltorni, czy też finał – czyli pełna gracji i wzruszająca Preghiera. Di Marcia militare w trzecim akcie odznacza się siłą i melodyjnością, nieco mniej zaś udany orientalny chór w akcie piątym wydaje się nieco bezbarwny. […] Pan Nidecki za sprawą tego pięknego dzieła daje nam nowe próbki swego niespotykanego talentu muzycznego, któremu życzyć należy szczęśliwych okoliczności stałej zachęty, i oby wkrótce rozwinął on skrzydła, jak wiele innych gwiazd naszych czasów. Jestem przekonany, że siła i oryginalność, tak dziś rzadkie, w pracach Nideckiego przebiją się, bo rokują najpozytywniejsze nadzieje. […] Chór i orkiestra pod batutą obecnego kapelmistrza Kreutzera, pomijając uwerturę, spisały się całkiem dzielnie”„Der Sammler” nr 126 z 19 października 1833, s. 504, https://digipress.digitale-sammlungen.de [dostęp: 24.04.2019]..

Słowa recenzenta „Allgemeine Theaterzeitung” oceniające drugi spektakl potwierdzają powyżej przedstawioną opinię: „Muzyka p. Nideckiego, którą na tych stronach nierzadko, i to pochwalnie, omawiano, zasłużenie przez zgromadzoną publiczność doceniona została. […] Niech p. Nidecki dzielnie i gorliwie kontynuuje rozpoczęte dzieło”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 209 z 17 października 1833, s. 840, https://books.google.pl [dostęp: 25.04.2019]..

Kompozytor mógł rychło spełnić życzenie wyrażone w powyższej recenzji. W Teatrze w Leopoldstadcie do kolejnej premiery doszło bowiem już dwa miesiące później. Der Waldbrand oder Jupiters Strafe, sztukę w dwóch aktach Johanna E. Guldena po raz pierwszy zaprezentowano 19 grudnia 1833 roku, przy wypełnionej widowni. „Allgemeine Theaterzeitung” dostrzegło „[…] pogodny charakter muzyki pana Nideckiego. Ten utalentowany kompozytor zasługuje na uwagę i poparcie. Także uwertura została nagrodzona oklaskami, jak również niektóre utwory wokalne, w których dźwięki konweniowały z akcją. […] Większość utworów wokalnych bisowano”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 255 z 21 grudnia 1833, s. 1022–1023, https://books.google.pl/ [dostęp: 26.04.2019]..

Recenzent „Sammlera” chwalił przedstawienie i Nideckiego: „Przyjemnym uzupełnieniem były śpiewy. Podążały one wiernie za treścią tekstów i poprzez stronę muzyczną przyczyniły się do ich uszlachetnienia. Zasłużyły na aplauz i musiały być powtarzane. […] muzyka p. Nideckiego wydała się nam prawdziwa, wysublimowana i pełna gracji. […] Niemające końca owacje towarzyszące spektaklowi od początku do samego końca były zasłużoną konsekwencją owego wspólnego wysiłku dyrekcji, autora, kompozytora i wszystkich wykonawców”„Der Sammler” nr 2 z 4 stycznia 1834, s. 8, https:// archive.org [dostęp: 26.04.2019]..

Sukces spektaklu Der Waldbrand potwierdziły kolejne przedstawienia, o czym dwa miesiące po premierze jako o czymś niecodziennym donosił ponownie „Der Sammler”: „Nowa śpiewogra […] J.E. Guldena z muzyką Nideckiego, która pokazana była już w C.K. prywatnym Teatrze Leopoldstadskim przy pełnej frekwencji po raz 21, zostanie […] przez dyrekcję wymienionej sceny zachowana w repertuarze”Nr 12 z 28 stycznia 1834, s. 48, https://archive.org [dostęp: 27.04.2019]..

Wiedeński spektakl tak spodobał się kierownictwu teatru w Brnie, że i tam doszło do premiery. „Mährisch-Städiche Brünner Zeitung” ogłosiła: „Dzisiaj: po raz pierwszy Waldbrand oder Jupiters Strafe, śpiewogra w dwóch aktach […] J.E. Guldena. Muzyka Nideckiego”„Mährisch-Städiche Brünner Zeitung” nr 136 z 18 maja 1834, s. 748, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 27.04.2019]..

Spektakularnym osiągnięciem kompozytora stała się też publikacja, tym razem w wydawnictwie Antonia Diabellego, ośmiu najbardziej popularnych i chętnie śpiewanych piosenek z tego przedstawieniaWydane zostały w odrębnych zeszytach z serii „Neueste Sammlung komischer Theater-Gesänge” zachowanych w Österreichische Nationalbibliothek: https://search.onb.ac.at/ [dostęp: 27.04.2019] – przyp. S.Z.. A o tym, jak bardzo ugruntowała się pozycja Nideckiego, świadczyło kolejne zamówienie na muzykę do sztuki Karla Meisla pt. Versöhnung, Wohlthätigkeit und Liebe. Do premiery w Teatrze Leopoldstadskim doszło w przeddzień urodzin jego wysokości cesarza Franciszka I, czyli 11 lutego 1834 roku, na tę bowiem okoliczność utwór powstał. „Allgemeine Theater Zeitung” doniosła, że „[…] najbardziej podobała się pieśń wykonana przez pannę Jäger, którą trzeba było powtórzyć. Na zakończenie [wieczoru] ku radości obecnych odśpiewano pod portretem cesarza piosenkę ludową”„Allgemeine Theater Zeitung” nr 32 z 13 Iutego 1834, s. 127, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 27.04.2019]..

Nideckiego, który w recenzji nie został wymieniony, jeszcze w tym samym roku oficjalnie zaangażowano na stanowisko kapelmistrza Teatru w Leopoldstadcie. Objął je po słynnym kompozytorze (autorze przeszło 200 utworów) i dyrygencie wiedeńskim Wenclu Müllerze, który współpracę z teatrem rozpoczął jeszcze w roku 1786, a od 1813 był związany z nim na stałe. Nideckiego spotkał więc nie tylko wielki awans, ale i ogromny zaszczyt. Swój pierwszy spektakl w nowej, kierowniczej roli poprowadził 11 października 1834 roku, podczas premiery śpiewogry Johanna E. Guldena zatytułowanej Der Schwur bei den Elementen oder: Das Weib als MannSpektakl wystawiony w Warszawie w 1845 roku pt. Przysięga na żywioły, czyli kobieta mężczyzną – przyp. S.Z.. W „Sammlerze” ukazały się dwie recenzje. W pierwszej, niepodpisanej, pracę kompozytora oceniono zwięźle, ale pozytywnie, tak jak cały spektakl: „Muzyka p. Nideckiego należy do najprzyjemniejszych, jakie słyszeliśmy kiedykolwiek w tym teatrze, pełna pięknych pomysłów, efektownie zinstrumentowana, dobrze dopasowana do dzieła”„Der Sammler” nr 127 z 23 października 1834, s. 510, https://books.google.pl/books [dostęp: 27.04.2019].. Tydzień później, w tym samym czasopiśmie zamieszczono kolejną recenzję, podpisaną przez Johanna N. Hrastnigga: „Muzyka nowo zaangażowanego kapelmistrza, p. Nideckiego, zdradza bardzo przemyślaną instrumentację, lekkość w warstwie melodycznej, ale nie odczuwa się w niej już tej oryginalności, jaka charakteryzowała Waldbrand. Uwertura jest trochę za rozwlekła, stąd oklaskom towarzyszyło też niezadowolenie. Po zakończeniu spektaklu wywołano na scenę beneficjentkęBył to benefis śpiewaczki, Elise Rohrbeck – przyp. S.Z. i kompozytora. Teatr był przepełniony”„Der Sammler” nr 130 z 30 października 1834, s. 522, ibidem..

Tę ambiwalentną ocenę Hrastnigga poprzedziły słowa uznania dla Nideckiego jako kapelmistrza opublikowane w recenzji ze spektaklu zamieszczonej w „Allgemeine Theaterzeitung”: „Muzyka nowo zaangażowanego kapelmistrza Nideckiego, solidna, opracowana z pieczołowitością, jest melodyjna i dostosowana do ludycznego charakteru spektaklu. Pewną rozwlekłość uwertury rekompensują bogactwo oryginalnych pomysłów i efektowna instrumentacja. Ustępy chóralne pełne są pikanterii, a melodie kupletów nowatorskie i czarujące. Utalentowany kapelmistrz był często oklaskiwany, a na zakończenie wywoływany. Można tej scenie pogratulować nowego nabytku. Pomogło to wypełnić bardzo już odczuwalną lukꔄAllgemeine Theaterzeitung” nr 204 z 13 października 1834, s. 317, http://anno.onb.ac.at/ [dostęp: 28.04.2019]..

Pięć miesięcy później, 28 marca 1835 roku, Nidecki przedstawił swoją kompozycję w kolejnym spektaklu przygotowanym we współpracy z Johannem E. Guldenem, Der Traum am Tannenbühl oder Drei Jahre in einer Nacht. Był to wspólny sukces obu autorów. O pracy kompozytora „Der Wanderer” napisał: „Muzyka Nideckiego pod każdym względem wznosi się ponad pospolite Lirum LarumChodzi tu o znaną piosenkę ludową dla dzieci pt. Lirum Larum. Autor sugeruje, że dzięki zaproponowanej twórczej instrumentacji udało się Nideckiemu odejść od tuzinkowego oraz infantylnego zastosowania i cytowania motywów folklorystycznych. – dzięki melancholii zawartej w melodiach i akompaniamencie waltorni. […] Teatr był pełny, a przyjęcie – zdecydowanie pozytywne”„Der Wanderer” nr 90 z 31 marca 1835, s. 4, http://anno.onb.ac.at/ [dostęp: 28.04.2019].. Cztery dni później w periodyku „Der Sammler” autor recenzji (podpisany: „Soliny”) stwierdził: „Muzyka N.T. Nideckiego, począwszy od uwertury aż po końcowe takty, jest w całości bardzo przemyślana, a przy tym pełna szlachetności, co nas utwierdza w naszej pozytywnej opinii, jaką o tym kompozytorze już wyrażaliśmy, i pozwala widzieć w owym młodym człowieku osobę w najwyższym stopniu cenną i użyteczną dla przedsięwzięć tej sceny”„Der Sammler” nr 43 z 9 kwietnia 1835, s. 172, https://books.google.pl/books [dostęp: 28.04.2019]..

Latem, 13 sierpnia 1835 roku, Gulden i Nidecki po raz kolejny zaprezentowali się w duecie, tym razem jako autorzy farsy opartej na angielskim tekście burleski Jamesa Kenneya pt. Die Junggesellen-Wirtschaft im MondeMowa o sztuce The Illustrious Stranger, or Married and Buried (1827) Jamesa Kenneyaa (1780–1849) – brytyjskiego dramaturga i autora librett operowych – przyp. S.Z. Spektakl premierowy był jednocześnie benefisem autora muzyki. Krytyk „Allgemeine Theaterzeitung” na adaptacji Guldena nie pozostawił suchej nitki. Nidecki miał więcej szczęścia: „Muzyka pana Nideckiego jest udana. Melodie piosenek – przyjemne, ujmujące i nietuzinkowe. Uwagę zwróciła także instrumentacja poszczególnych utworów. Generalnie talent p. Nideckiego zasługuje na pełne uznanie, a teatr powinien być naprawdę szczęśliwy, że go pozyskał”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 163 z 17 sierpnia 1835, s. 650–651, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2019].. „Powszechnie ceniony beneficjent – napisał z kolei w konkluzji swojej recenzji dziennikarz gazety „Der Wanderer” – przez licznie zgromadzoną publiczność był wielokrotnie wywoływany”„Der Wanderer” nr 227 z 15 sierpnia 1835, s. 4, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2019]..

Kolejna premiera z muzyką Nideckiego pojawiła się w leopoldstadskim Teatrze 16 lutego 1836 roku. Pokazano sztukę Die Temperamentenwechsel, czarodziejską śpiewogrę w trzech aktach napisaną przez W. BornaWedług „Sammlera” W. Born to pseudonim jednego z aktorów teatru.. Już sam tytuł sugeruje swego rodzaju odstępstwo od typowego repertuaru tej sceny. Analiza recenzji pozwala zaś doczytywać się w przedstawieniu tematyki tym razem nie komediowej, ale wręcz quasi-filozoficznej. Do takiej konwencji dostosował się prawdopodobnie także Nidecki, skoro jeden z recenzentów, któremu cały eksperyment nie bardzo się spodobał, napisał w gazecie „Der Wanderer”, że muzyka sprawiała na nim wrażenie „jakiegoś requiem„Der Wanderer” nr 109 z 18 kwietnia 1836, s. 3–4 [cyt. ze s. 4], http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2018].. Refleksyjne tytuły niektórych pieśni Nideckiego – choćby Augenblick (Chwila), Natur (Przyroda), Phlegma (Obojętność) – mówią wiele. Publiczności przypadły one jednak do gustu. Recenzent „Allgemeine Theaterzeitung”Nr 78 z 18 kwietnia 1836, s. 311, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2019]. zauważył bowiem, że Nidecki za te właśnie pieśni był oklaskiwany. „Der Telegraph” warstwę muzyczną spektaklu ocenił wysoko: „Muzykę p. Nideckiego można zaliczyć do najlepszych w tym gatunku. Jest przyjemna, melodyjna, zmyślnie dopasowana do tekstów”„Der Telegraph” nr 50 z 25 kwietnia 1836, s. 199–200, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2019].. Wreszcie A.J. Schulz na łamach „Sammlera” podsumował uwagi zawarte w wyżej cytowanych recenzjach: „Muzykę można z pewnością nazwać filarem sztuki. Stanowi ona ciąg tu niestety zaprzepaszczonych, uroczych i bardzo oryginalnie zinstrumentowanych melodii”. Na zakończenie zaś spuentował: „Dyrekcji, stale zabiegającej o przyjemność publiczności, żywione przez tę ostatnią pragnienie odmiany i nowinek, a także sterylne wykorzystanie obecnego Parnasu, służą za pełne usprawiedliwienie, jeśli jest zmuszona przedstawiać również takie produkcje”„Der Sammler” nr 49 z 23 kwietnia 1836, s. 196, https://books.google.pl/books [dostęp: 28.04.2019]..

Jak widać, A.J. Schulz orientował się w sytuacji zespołu, pisząc o staraniach dyrekcji. Na przełomie lat 1836 i 1837 kondycja finansowa Teatru w Leopoldstadcie była niewesoła. W wyborze repertuaru Marinelli – jak już wcześniej wspomniano – od początku kierował się liczbą premier. Było ich dużo. Może nawet za dużo? W każdym razie nie zawsze udawało się pozyskiwać takich autorów jak Gulden, który z Nideckim zaprezentował 16 lutego 1837 roku nową premierę „romantyczno-komicznej-oryginalnej czarodziejskiej baśni w dwóch odsłonach” zatytułowanej Der Geist der düstern Inseln oder Der Spiegel der Zukunft.

Krytyk periodyku „Der Humorist” pisał o „ujmującej muzyce Nideckiego”„Der Humorist” nr 22 z 20 lutego 1837, s. 87, http://anno.onb.ac.at/ [dostęp: 28.04.2019].. Daniel Friedrich Reiberstorffer zaś, recenzent pisma „Der Sammler”„Der Sammler” nr 25 z 28 lutego 1837, s. 100, https://books.google.pl/ books [dostęp: 28.04.2019]., wyróżnił przejrzystość instrumentacji i bogactwo melodii. Z kolei podpisany pseudonimem „Wiest” autor „Allgemeine Theaterzeitung” zauważył nieporuszany do tej pory aspekt związany z muzyką Nideckiego: „Nie ma w niej, charakterystycznych dla tego kompozytora, molowych tonacji. Wyeliminował swoją sarmacką melancholię i porusza się całkiem konkretnie oraz pewnie w szybko pulsujących rytmach, nie zadowalając się przy tym nadużywaniem metrum ¾”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 35 z 18 lutego 1837, s. 143, http://anno.onb.ac.at [dostęp: 28.04.2019].. Ostatnie słowa to wyraźna aluzja do wszechpanującej w Wiedniu muzyki Johanna Straussa.

Omawiana powyżej sytuacja Teatru w Leopoldstadcie pogorszyła się do tego stopnia, że Marinelli za 170 tys. guldenów sprzedał wnet swój teatr właścicielowi Theater an der Wien – urodzonemu w Krakowie Carlowi CarlowiWłaśc. Karl Andreas von Bernbrunn (1787–1854) – zwany teatralnym krezusem, zakupił Teatr w Leopoldstadcie w roku 1838 – przyp. S.Z.. Der Geist der düstern Inseln był też ostatnią premierą, jaką z muzyką Nideckiego wystawiono w teatrze.

Nie jest znana dokładna data odejścia kompozytora, nie odnotowano też daty jego powrotu do Polski (zima 1837 lub początek roku 1838). Wiadomo natomiast, że 16 października 1837 roku odbył się, dedykowany Nideckiemu, pożegnalny, benefisowy spektakl. Pokazano Waldbrand, sztukę, która odniosła tak wielki sukces, a której muzyka w roku 1833 utorowała Polakowi drogę do objęcia stanowiska pierwszego kapelmistrza. W ostatniej wiedeńskiej recenzji w „Allgemeine Theaterzeitung” napisano: „Muzyka Nideckiego pełna jest uroczych i delikatnych motywów. Ma ona w sobie ów typ wzniosłego rozmachu, który rzadko zdarza w tym gatunku […]. Także instrumentacja została potraktowana ze znawstwem, a styl – szlachetniejszy niż styl obecnego genre tzw. lokalnej kompozycji z jej płaskim taktem ¾ – poświadczają piękny talent Nideckiego i solidność jego profesji”„Allgemeine Theaterzeitung” nr 208 z 18 października 1837, s. 850, http://anno.onb.ac.at/ [dostęp: 29.04.2019]..

Nidecki przebywał i działał w Wiedniu, czyli tam, gdzie królowały biedermeierowskie śpiewogry, farsy, komedie romantyczno-fantastyczne, w czasach apogeum sławy Ferdinanda Raimunda, początków kariery Johanna Nestroya. Obok wielu innych wybitnych twórców epoki, także on przyczynił się do rozwoju gatunku, ówczesnej śpiewogry, z której zrodziła się następnie operetka, dając z kolei początek dzisiejszemu musicalowi. Gdyby żyjący obecnie polski dyrygent i kompozytor przez prawie dziesięć lat piastował w Wiedniu stanowisko szefa muzycznego i komponował muzykę do dwóch spektakli muzycznych rocznieRękopisy trzech partytur Nideckiego przechowywane są w archiwach muzycznych Österreichische Nationalbibliothek w Wiedniu: Der Waldbrand [sygn. Mus. Hs.15003 MUS MAG , http://data.onb.ac.at/rec/ AC 14284609], Der Geist der düstern Inseln [sygn.. Mus.Hs.25266 MUS MAG , http://data.onb.ac.at/rec/AC 14284603] oraz Der Traum am Tannenbühel [sygn. Mus.Hs.6985 MUS MAG , http://data.onb.ac.at/rec/AC 14284605]., uznano by to za wielki sukces. Nideckiemu udało się to dokładnie 180 lat temu. Z bagażem doświadczeń powrócił więc do Polski, gdzie kierował najważniejszą sceną muzyczną w kraju – Operą Warszawską.

Na zakończenie powyższego opisu przedstawiającego dziesięć lat życia Tomasza Nideckiego w Wiedniu warto przytoczyć fragment cytowanej już jego biografii – eseju Roberta Hirscha z 1836 roku: „Kto w dzisiejszych czasach nie zachowuje się głośno i nie robi wokół siebie szumu, żeby obwieścić pochwałę własnej osoby, pozostaje nieznany. Ponieważ skromność stała się obecnie czymś unikatowym, obowiązkiem każdego, kto ma po temu środki, jest zwracanie uwagi na coś dobrego i pięknego, co niczym rzadki alpejski kwiat rozkwita w niezauważonej skalnej szczelinie. Kraina dźwięków i jej różne rozgałęziania mają swoich mistrzów – z wyjątkiem farsy i śpiewogry, która zdaje się pod tym względem osierocona. Nie chcemy tu bynajmniej twierdzić, że się jej nie kultywuje i że nie ma ona ojców – o tak, znaleźlibyśmy mnóstwo takich kompozytorów, lecz są oni doprawdy ojczymami, co tylko psują dzieci, których wychowanie im się powierza. Z tym większą radością w dzisiejszych czasach możemy zwrócić uwagę na artystę, który wprawdzie nie zażywa sławy herolda czy innego modnego kompozytora, a mimo to w swoim fachu wykazuje prawdziwą rzetelność.

Niektórzy twórcy farsy i śpiewogry byli kiedyś znakomici, a ich wczesne prace zasługują na pełne uznanie; jednak kiedy piszą zbyt wiele – a panowie ci muszą nieraz dostarczyć partyturę do sztuki w ciągu czternastu dni – rezultat bywa opłakany; z tego powodu prawie wszystkie kuplety i piosenki tworzy się na jedno kopyto, a uwertury są poniżej wszelkiej krytyki”Rudolf Hirsch, Gallerie Lebender Tondichter…, op. cit., s. 99–100..

PIOTR SZALSZA

Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach (1967). W latach 1963–1970 współpracował z „Ruchem Muzycznym”, w latach 1965–1966 był altowiolistą w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie. Współpracował z Telewizją Polską jako redaktor muzyczny (1967–1981). Od 1983 roku działa jako scenarzysta, reżyser i tłumacz w Wiedniu. Jest twórcą licznych muzycznych portretów filmowych, m.in. Fryderyka Chopina, Wojciecha Kilara, Witolda Lutosławskiego, Krzysztofa Pendereckiego, Witolda Szalonka, Karola Szymanowskiego. Autor kilkudziesięciu haseł w Austriackiej Encyklopedii Muzycznej oraz książek o Karolu Szymanowskim i Bronisławie Hubermanie. Był ponadto organizatorem sympozjów, konferencji naukowych i wystaw tematycznych dedykowanych m.in. Chopinowi, Szymanowskiemu, Maksowi Kalbeckowi i Teodorowi Leszetyckiemu.